Kiedyś było prościej i dzieci były grzeczniejsze

„Kiedyś było lepiej…

Prościej….

I dzieci były grzeczniejsze!

A teraz… to istne fanaberie się porobiły” 

More...

Usłyszałam całkiem niedawno siedząc w poczekalni do lekarza. Do gabinetu obok czekała mama z córką. Dziewczynka miała około 3 lat. Ku niezadowoleniu innych nie siedziała „grzecznie” na krześle tylko chodziła to tu, to tam. W pewnym momencie, mama dziewczynki poprosiła, aby córka przyszła do niej i spokojnie poczekała na  wizytę. Cóż, dziewczynka miała inną koncepcję na oczekiwanie na swoją kolej. A zatem mama przystąpiła do działania i skierowała się w stronę córki, coby ją przyprowadzić. Mała z dźwięcznym śmiechem uciekała przed nią. A gdy została schwytana, wydała z siebie dziki wrzask. Dłuuugi wrzask. I na to wszystko w przychodni pojawiła się starsza pani, która od progu zaczęła krzyczeć: „ Co za wrzask! Co za niewychowane dziecko! Kiedyś to matka wiedziała jak sobie z dzieckiem poradzić. Dała w p..k i był spokój!” 

...

To zdarzenie  skłoniło mnie do napisania tego artykułu. Trochę długiego. O kryzysie  dzisiejszej Matki Polki. Sprawdź czy Ciebie to dotyczy.

Czy dzisiejszy, współczesny świat ma więcej wyzwań, niż 100, czy nawet 500 lat temu?

Czy dzisiejszy człowiek trapi się pytaniami „Kim jestem?”, „Po co żyję?”, „Jaki sens ma moje istnienie?” Czy może nadal nie może poradzić sobie z utratą bliskiej osoby? A może jest jedną z „ofiar” wzrostu franka szwajcarskiego lub żyje w ciągłym strachu przed atakiem terrorystycznym? A dookoła podział na gorszych i lepszych. Oczernianie jednych, obśmiewanie drugich.  Osądy. Oceny. Etykietki. 

I to wszystko wgryza się kilkanaście razy dziennie do mikroświata współczesnego człowieka. Wyłania z gazet, telewizji, portali internetowych. A współczesny człowiek ma jeszcze rodzinę, pracę zawodową, ba próbuje z każdego dnia wyrwać chociaż kilka minut na swoją pasję czy choćby na chwilę świętego spokoju.

Matka Polka

I w takim otoczeniu funkcjonuje przeciętna polska rodzina. Z Matką Polką na czele. Z kobietą, która niczym sławna postać z „Czterdziestolatka”, żadnej pracy się nie boi. Ale czy na pewno? 

Cichy lokator duszy kobiety - matki

Kryzys, który często jest nieodzowną częścią Matki Polki to nie główny bohater portalów internetowych. Bezskuteczne jest poszukiwanie go na „żółtych paskach”  w wiadomościach telewizyjnych. To cichy lokator duszy kobiety - matki. 

Dzisiejsze wyzwanie Matki Polki

Dzisiaj głównym wyzwaniem stojącym przed matką jest wychowanie dziecka na dorosłego, który z sukcesem, przebojowo wejdzie w dorosłość. Będzie miało piękne  i  dostanie życie. A wcześniej będzie przykładnym, w domyśle grzecznym, dzieckiem, które z potulnością sprzed conajmniej 100 lat, będzie wykonywało wszystkie polecenia rodzica. W szkole będzie się wyróżniało na tle innych dzieci, a mama z promiennym uśmiechem będzie pękać z dumy, obserwując poczynania swojej latorośli.

Rzeczywistość Matki Polki

Cóż, rzeczywistość często bywa inna. Zaczyna się już od najmłodszych lat, gdy powrót z placu zabaw do domu staje się gehenną dla matki. Gdy dziecko zamiast grzecznie podążyć za rodzicem, uparcie obstawia przy swoim, robiąc przy tym głośne przedstawienie, którego głównym bohaterem poza nim jest oczywiście jego mama. Wymowne spojrzenia innych mam siedzących na ławeczkach, są bezcenne. Podkopują już i tak wątłe poczucie własnej wartości naszej bohaterki, która zziajana targa pod bokiem wrzeszczącą, kopiącą pociechę do domu. Bo jeszcze obiad na jutro trzeba ugotować i kolację zrobić, pranie rozwiesić… Nie sprzyja to, że jesteśmy pokoleniem „biegaczy”, ciągle gdzieś biegniemy, ciągle jesteśmy  w „niedoczasie”. Żyjemy  pod ogromną presją czasu. Z zegarkiem w głowie.

Jasne można powiedzieć, że są to sytuacje sporadyczne, trudne, ale do rozwiązania. Są skuteczne sposoby, jak zarzekają się internetowi magicy zza siedmiu mórz. Zatem współczesna kobieta, mająca dostęp do internetu, zaczyna poszukiwać recepty na sukces. Tłumacząc sobie, że nie ona jedna ma taki problem i na pewno znajdzie rozwiązanie w mediach społecznościowych lub na forach dla mam. I tutaj właśnie bardzo często rodzi się lub umacnia w kobiecie poczucie klęski, bezsilności, bycia nieudacznikiem, bycia złą matką. 

Narodziny bezsilności

Po pierwsze dlatego, że ogrom przeróżnych informacji, metod wychowawczych, nurtów, porad wzajemnie się wykluczających sprawia, że kobieta czuje się całkowicie bezsilna. Trudno jej wybrać tą jedną, skuteczną dla jej dziecka metodę. Chce pozbyć się z domu wrzasków, gróźb, histerii czy wymuszania. Próbuje różnych sposobów, testuje je na swoim dziecku. A że efektów brak, wpada w błędne koło bezradności i utraty nadziei na poprawę swojej sytuacji. 

Po drugie, wszechobecne media społecznościowe, które z jednej strony pokazują idealne rodzicielstwo, gdzie dziecko jest grzeczniutkie, a mama wypoczęta i uśmiechnięta. Mieszkanie posprzątane, zrelaksowana mama siedzi na kanapie, a na dywanie radosny maluch bawi się klockami. Nie rzuca nimi, buduje wieżę. Idylla. A w świecie naszej Matki Polki jest taka trudność, że ona nawet do toalety nie może pójść sama, bo zapłakane dziecię wali piąstkami  w drzwi i wydaje z siebie dźwięki przypominające zarzynaną świnkę. Widząc taką rozbieżność może pojawić się w głowie kobiety myśl, że z nią jest coś nie tak. Że sobie nie radzi. Skoro inni potrafią, to dlaczego jej to nie wychodzi. I tracąc resztki cierpliwości, zaczyna bardziej naciskać na dziecko, stosując znalezione w internecie lub na forach rodzicielskich pomysły i triki na okiełznanie małego terrorysty.

Moc social mediów i opinii publicznej

Social media mają jeszcze jedną moc. Potrafią dać wsparcie, ale dużo częściej brutalnie okazują jego brak. Szukając porady, Matka Polka publikuje post w grupie na Facebooku. Liczy na wsparcie innych rodziców. Oczekuje zrozumienia i empatii. A dostaje ocenę, etykietki i mnóstwo porad w stylu „Bo Ty to…”, „Bo Ty tamto…”. Nic tylko sznur i do lasu. 

Po trzecie, opinia publiczna, która nie daje przyzwolenia na bycie matką niegrzecznego dziecka - szczególnie mocno widoczne podczas mszy w kościele lub w poczekalni przychodni. Opinia publiczna nie aprobuje innych, niż powszechne, od lat stosowane metody wychowywania dzieci. Uwielbia za to oceniać i pouczać. Przede wszystkim matkę. 

Jedynie by przetrwać...

Dla jednych Matek Polek będzie to tylko sytuacja trudna, z którą względnie szybko sobie poradzą, znajdą rozwiązania. Niestety jest grono takich mam, dla których te wyzwania są sytuacjami nie do pokonania. Załamują się, tracą wiarę w siebie i w poprawę sytuacji. Nie cieszą się rodzicielstwem, chcą jedynie przetrwać ten okres.

Bo nikt im nie powiedział...

Bo nikt im tego nie powiedział, że zmiana to proces. Że nie ma jednego skutecznego rozwiązania na wszystkie problemy i każde dziecko jest inne. Każda rodzina jest inna i zmiana zachowania to nie katar, który przejdzie po siedmiu dniach stosowania uniwersalnych kropli do nosa. Że człowiek czy to duży, czy mały jest skomplikowanym mechanizmem. Nie jesteśmy komputerem, któremu wystarczy wydać komendę i voilà. Zaczyna działać zgodnie z naszą wolą. Jesteśmy dużo bardziej skomplikowani i nieprzewidywalni. 

A gdyby tak, w zamian...

A gdyby tak wyjaśnić kobiecie-matce etapy rozwoju dziecka i omówić możliwości dziecka na każdym z nich. Co dziecko jest w stanie wykonać, a co przekracza jego biologiczne możliwości. Wspomnieć o potędze ludzkiego umysłu, o neuronach lustrzanych, które mogą być jej tajną bronią. O korze nowej, która u dziecka jest w fazie budowy. O strefach regulacji. O tym, że nie ma nic nienormalnego w tym, że w chwilach słabości, wybucha. To jest normalne i każdy w takiej sytuacji tak by zrobił. Że się wkurza, gdy dziecko rano wpada w szał i nie chce się ubrać. A gdy dziecko nie wykonuje jej polecenia, to nie świadczy to o tym, że jest beznadziejna jako mama. Że to trochę bardziej złożone. I ma prawo czuć się zmęczona.

W dzisiejszych czasach nadal ważniejszy jest iloraz inteligencji, niż inteligencja emocjonalna. Odporność psychiczna. Nie uczą tego nigdzie. Nie mówią w wiadomościach i nie piszą na ogólnodostępnych portalach. Szeroko dostępne są „prawdy” typu.: Złość jest zła. Krzyczenie na dzieci jest złe. Trzeba być konsekwentnym rodzicem. Uważaj na bezstresowe wychowanie.

A gdzie jest miejsce na emocje?

Matki i dziecka. Czy bycie konsekwentnym na siłę jest dobre? Gdy każda komórka kobiecego ciała krzyczy z bólu i poczucia winy, bo chce być konsekwentna, ale dociera do niej, że wykrzyczane w złości słowa były nieadekwatne do sytuacji, do zachowania dziecka? A gdyby tak sprawić, by kobieta nauczyła się rozpoznawać emocje, słuchać ich, rozumieć i wykorzystywać to, co chcą jej przekazać? Czy byłoby łatwiej? Czy rodzicielstwo byłoby przyjemniejsze? 

Ktoś, kto postrzega siebie jako osobę bezradną, bezsilną nie ma w sobie siły, chęci i ochoty, by znaleźć inne, alternatywne rozwiązania. Sytuacja, w której utknął wydaje mu się bez wyjścia. Jedyna odpowiedź jaka kołacze w głowie to „Nie wiem”. „Nie wiem” odmieniane przez wszystkie liczby, rodzaje i przypadki. „Nie wiem”…. pustka….

Czy kiedyś było łatwiej?

Czy dawniej nie było takich wyzwań? Każda epoka ma swoje blaski i cienie. W temacie kryzysu, który opisałam jedno jest pewne. Kiedyś rodzice mieli dużo większy autorytet dla dzieci. Nie wypracowany, ale należny. Była jedna metoda wychowawcza i nikt nie zastanawiał się czy jest ona dobra, czy wymaga udoskonalenia. Panowała ogólna akceptacja wobec autorytarnej roli rodzica. A dzisiaj? 

A jak jest dzisiaj?

Dzisiaj dużo mówi się o budowanie głębokiej relacji z dzieckiem. O poszukiwaniu innych rozwiązań, niż kara czy nagroda. O wzajemnym zrozumieniu i szacunku. O byciu z dzieckiem, a nie ponad nim. A to wymaga pracy ze strony rodzica. To nie jest szybki sposób zamiany nieskutecznego narzędzia na inne. Kiedyś odpowiedzialność za zmianę zachowania dziecka była nakładana na dziecko. To ono miało się natychmiast uspokoić. W tej chwili przestać płakać. Iść do pokoju i przemyśleć swoje zachowanie. Nie ważne jak miało to zrobić, miało to być natychmiast. Dzisiaj, to rodzic jest odpowiedzialny za znalezienie sposobu. To on, nie dziecko obserwuje, analizuje, szuka i uczy się innego sposobu na wychowanie. 

A codzienność pędzi nieustannie przed siebie. Nie zostawiając miejsca na refleksję. Oby było szybko, łatwo i tanio.

To może rodzić obawy, szczególnie gdy jest się nieświadomym problemów, trudności, wyzwań, które są wpisane w rodzicielstwo. Gdy nie ma się przygotowania do bycia rodzicem. Gdy nic się nie wie o emocjach czy potrzebach. Swoich i dziecka.

Do następnego przeczytania,

Małgosia

Małgorzata Łuczkowska

Coach kryzysowy, Edukator Pozytywnej Dyscypliny, Trener emocji i komunikacji. Mama współpracującego nastoletniego Patryka. Optymistka poszukująca „dobrej strony Mocy” w trudnych sytuacjach. Lecząca się z perfekcjonizmu. Menedżer z 15 letnim doświadczeniem w korporacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *